Aby zapewnić trwałość zdobyczom Unii Europejskiej i sprostać globalnym wyzwaniom naszych czasów, potrzebujemy duchowej jedności Europy, potrzebujemy europejskiego poczucia tożsamości.

Home » Aktualności » Debata "Czy europejska polityka bezpieczeństwa i obronności jest możliwa?"

Debata "Czy europejska polityka bezpieczeństwa i obronności jest możliwa?"

– Europa nie może pozostać z boku, przyglądając się niestabilnej sytuacji międzynarodowej na świecie. Wciągnęliśmy świat w dwie wojny – jak możemy sądzić, że nie zostaniemy wciągnięci w wojnę rozpoczętą przez innych? - pytała Thérèse Delpech podczas debaty o obronności zorganizowanej przez Fundację Geremka i Ośrodek Kultury Francuskiej przy UW.

Zapis wideo w bibliotece multimedialnej.

14 czerwca Fundacja Centrum im. prof. Bronisława Geremka i Ośrodek Kultury Francuskiej przy UW otworzyły cykl debat publicznych Nowa Dekada, nowa Europa nawiązujących do priorytetów polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Pierwsze spotkanie poświęciliśmy bezpieczeństwu. - Nie ma lepszego miejsca i lepszego szyldu, pod którym można byłoby mówić na temat polityki europejskiej, niż seminarium organizowane przez Centrum im. Profesora Geremka – zaznaczył na wstępie Minister Obrony Narodowej Bogdan Klicha.

Minister Bogdan Klich w otwierającym wystąpieniu przypomniał sukcesy wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony w Europie. - Udało się przyjąć strategię bezpieczeństwa europejskiego, a w 2004 rozpoczęto pierwszą poważną europejską operację wojskową w Bośni i Hercegowinie, wreszcie w tymże roku udało się stworzyć Europejską Agencję Obrony. Dobra strategia Unii zakłada działanie na dwóch polach: rozwijanie zdolności obronnych i udział w operacjach międzynarodowych
 

Minister Klich poruszył także temat wzajemnych relacji UE i NATO w kwestiach bezpieczeństwa i obrony; filarem tej współpracy jest porozumienie Berlin Plus z 1999 roku.
Według Bogdana Klicha - rozwój zdolności UE nie może osłabić zdolności Sojuszu Północnoatlantyckiego - , NATO jest bowiem obecnie wyposażone w lepsze narzędzia niż UE, zarówno jeśli chodzi o kwestie obronności, jak o udział w misjach zagranicznych. Minister Klich podkreślił, że wraz z ministrem Sikorskim apelują o poprawę nienajlepszych stosunków między „dwoma częściami Brukseli” – UE i NATO - i proponują „Wzmocnione porozumienie Berlin Plus”. Sprawa wymaga energicznego działania politycznego, gdyż od tych bilateralnych porozumień zależy chociażby los żołnierzy i pracowników cywilnych w Afganistanie.

Minister podkreślił, że UE stanowi drugi filar polskiej polityki bezpieczeństwa – pierwszym pozostaje NATO, a trzecim – bilateralne stosunki Polski ze Stanami Zjednoczonymi.

Na zakończenie swojego wystąpienia minister Klich zaapelował do strony francuskiej – zwracając się bezpośrednio do ambasadora, żeby w sprawach obronności Francja, - do której bez wątpienia należy w tym względzie inicjatywa polityczna - włączyła się w działania Trójkąta Weimarskiego na poziomie ministrów obrony. Bez tego działania ministrów spraw zagranicznych mogą, wg Klicha, okazać się niewystarczające.

Prof. Thérèse Delpech swoje wystąpienie „Czy Europa przestanie być potęgą militarną na arenie międzynarodowej?” zaczęła, podobnie jak zwykł to czynić Bronisław Geremek, od odniesienia do historii. - W 2010, gdzieś w Europie, w Warszawie, pytamy, czy Europa będzie potęgą militarną w XXI w. Dla historyka to pytanie jest zasadniczo dziwne, wręcz absurdalne. Takie pytanie nie mogłoby się pojawić w XVI, XVII, XVIII, XIX ani nawet XX wieku. W tych wszystkich epokach nie było bowiem Europy politycznej, a poszczególne kraje europejskie swój potencjał militarny, zamiast łączyć, angażowały we wzajemne wojny - stwierdziła Delpech.

Dziś, gdy Europa została pokojowo zjednoczona, problemem staje się jej stosunek do złożonych problemów współczesnego świata. Europa nie stanowi już centrum w strategicznej sieci stosunków międzynarodowych i musi się ustosunkować do tej zmienionej sytuacji. Wg prof. Delpech w tytułowym pytaniu można wyczuć szczególny niepokój. - Czy Europa na pewno dobrze zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się na świecie?. Europa rozwinęła się terytorialnie, ale nie rozwinęła, jej zdaniem, "mentalnej wizji zagadnień strategicznych". - W UE jest mniej grup eksperckich na temat Rosji, niż kiedyś na temat ZSRR - przekonywała. Europa w przeszłości miała własną wizję światowego ładu, której dziś brakuje.
Kolejnym punktem wystąpienia Thérèse Delpech były europejskie wydatki na zbrojenia. - Świat się zbroi: między 2000 a 2008 rokiem wydatki na zbrojenie na świecie wzrosły o 50% i kryzys ekonomiczny nie odwrócił tej tendencji. Jak w takim świecie rozumieć stagnację europejskich wydatków na zbrojenia? - pytała

Według Delpech w Europie dominuje obecnie głęboka nieufność wobec samego pojęcia „potęgi”. - Zamiast mówić o „potędze militarnej”, mówi się nawet o „zdolności militarnej”, a to zupełnie zmienia postać rzeczy. O potędze mówi się tylko w odniesieniu do innych, na przykład w kontekście „wyłaniających się” potęg. Jest to jak gdyby pojęcie-tabu, wywołujące strach. Skąd wzięła się „nieprawomocność” tego terminu w odniesieniu do Europy?

Jak obecnie przedstawiają się „zdolności obronne” Europy? Profesor Delpech proponuje wyobrazić sobie (a raczej przywołać z pamięci…) sytuację, w której jedno z państw UE pada ofiarą ataku cybernetycznego. „Co się wtedy dzieje?- pyta.  Nie dzieje się nic.”

Kto zatem, jeśli nie Europa, stanie się potęgą militarną w XXI wieku? Thérèse Deplech widzi cztery kategorie pretendentów do tej roli: 
1.    Ci, którzy chcą odzyskać dawną potęgę, kierowani „polityką resentymentu” (według Delpech nie najbardziej niebezpieczni)
2.    Ci, którzy w XXI wieku chcą zając miejsce, na które we własnym mniemaniu zawsze zasługiwali – miejsce „w centrum świata”; oczywiście, chodzi głównie o Chiny, których budżet militarny od 20 lat zwiększa się corocznie o 10%
3.    „Wschodzące „potęgi
4.    „Piraci XXI wieku” – np. Ahmadineżad, junta birmańska. Można przypomnieć, że w 1962 wojna atomowa wisiała na włosku nie z powodu Chruszczowa, ale Castro.

Konkludując Delpech zauważa: - polityka bezpieczeństwa nie sprowadza się do budżetu militarnego, ale ten jest dobrym miernikiem woli politycznej – obecnie w tym względzie Europejczycy wykazują raczej bezczynność. W kwestii bezpieczeństwa i obrony nie istnieje żaden konsensus europejski – nie istnieje w ogóle europejska polityka obronności, tak jak nie istnieje europejska polityka zagraniczna. Wreszcie – to ostatni punkt konkluzji – Europa nie może pozostać na balkonie, przyglądając się tylko niestabilnej sytuacji międzynarodowej na świecie. Wciągnęliśmy świat w dwie wojny – jak możemy sądzić, że nie zostaniemy wciągnięci w wojnę rozpoczętą przez innych?

 - Zamiast dystansować się od pojęcia potęgi, należy zdać sobie sprawę, czego nas uczy historia: stosunkami międzynarodowymi z natury rządzi horreur de vide -strach przed pustką. Jeśli my nie przekonamy się do potęgi, być może będziemy świadkami wzrostu na scenie międzynarodowej tych, którzy orientują się na potęgę w sposób zupełnie jednoznaczny. W Europie, a szczególnie tutaj, nie powinniśmy o tym nigdy napominać.”

Aplauz słuchaczy wzbudziła odpowiedź Thérèse Delpech na pytanie Marka Ostrowskiego o to, czy tak zwana europejska „soft power” nie rekompensuje niedostatków militarnych, o których mówiła w swoim wystąpieniu. Prowadzący debatę dziennikarz „Polityki” prosił o zwięzłą wypowiedź.
 - Nie – usłyszał w odpowiedzi odpowiedzi.

Generał Stanisław Koziej tematem swojego wystąpienia, poświęconego Polsce w NATO, uczynił „paradoks między obroną terytorialną a zaangażowaniem zewnętrznym”. Gen. Koziej zgodził się, że UE nie jest jak na razie organizacją obronną. Obronną organizacją jest NATO i szczególnie istotne jest pytanie o jego zdolności działania. Według gen. Kozieja w interesie Polski leży, żeby ta funkcja była w NATO priorytetem. Do tego potrzebne są mechanizmy umożliwiające jej realizację: plany działania i infrastruktura. Tymczasem konkurencją dla funkcji obronnej NATO stały się misje zagraniczne; to one, jego zdaniem, pochłaniają główne siły Sojuszu Północnoatlantyckiego. - Uznając konieczność misji zagranicznych, sądzę, że bardzo ważne jest pilnowanie, aby zaangażowanie się w te misje nie odbywało się nadmiernym kosztem dla podstawowych funkcji NATO (…) W mojej ocenie przynajmniej w ostatnich latach NATO jest zdominowane myśleniem o misjach zewnętrznych.  Szczególnie z polskiego punktu widzenia niesie to dla NATO duże ryzyko.


Obecnie myślenie strategiczne i operacyjne NATO jest zdominowane przez Afganistan, gdzie Sojusz zaangażował się, według gen. Kozieja "na granicy wydolności". Wiążą się z tym dwie kategorie ryzyka (tak dla NATO, jak dla państw członkowskich): po pierwsze ryzyko psucia procedur operacyjnych w odniesieniu do swojej podstawowej funkcji obronnej. Sekretarz Generalny NATO "nie może objeżdżać z kapeluszem” stolic europejskich z prośbą o wkład w operację. Mechanizmy kryzysowe, jakimi NATO posługuje się w Afganistanie nie mogą stać się normą działania tej organizacji. Druga kategoria ryzyka to ryzyko związane z samą strukturą wojsk NATO. -Jeśli przez Afganistan przejdzie czołówka sił zbrojnych państw natowskich, tak jak w przypadku państwa polskiego, (…), wyposażana, uzbrajana i szkolona w sposób właściwy dla tamtego teatru wojny – wojny partyzanckiej w specyficznym terenie i klimacie – to, mówiąc oczywiście z przesadą, te jednostki tak się wytrenują w prowadzeniu wojny partyzanckiej, że w wypadku ewentualnej wojny obronnej na terytorium jednego z państw członkowskich wojska te mogą nie zdać egzaminu.
 
- Myślę, że to zauważalne w ostatnim czasie przesunięcie punktu ciężkości i aktywności NATO na działania poza swoim terytorium kosztem zaniedbania podstawowych funkcji obronnych wymaga bardzo poważnej refleksji i sądzę, że zbliżający się szczyt NATO w Lizbonie powinien być dobrym miejscem, alby na przykładzie Afganistanu pokazać wszystkie rodzaje ryzyka i zaproponować sposoby przeciwdziałania - podsumował gen. Koziej

Benoit D’Aboville, były Stały Przedstawiciel Francji przy NATO poświęcił swoje wystąpienie koncepcji strategicznej NATO i miejscu Unii Europejskiej w tym kontekście. Nową koncepcję strategiczną NATO określił jako „prawdziwe wyzwanie, polegające na ponownym określeniu zasad funkcjonowania Sojuszu po jego rozszerzeniu”. - Skoro członkostwo Ukrainy, Gruzji i krajów bałkańskich w NATO oddala się, podstawowym problemem stojącym przed Sojuszem jest kwestia równowagi wewnętrznej - argumentował.

Kluczowa dla NATO jest dziś sprawa Rosji. - Przedmiotem debaty wewnątrz NATO powinna być kwestia natury obecnej władzy rosyjskiej i ambicji strategicznych Rosji w krótszej i dłuższej perspektywie czasowej. Dla jednych obecna sytuacja Rosji oznacza „uporządkowanie spraw wewnętrznych”, dla innych jest jednak powodem do niepokoju. Ważnym czynnikiem jest tu nowa polityka USA, nastawiona na zbliżenie z Rosją. Ważnym elementem koncepcji strategicznej NATO jest też obrona przed nowymi zagrożeniami, takimi jak ataki cybernetyczne i rakiety balistyczne z ładunkiem nuklearnym.


- Zgadzam się, że Afganistan zdominował obecnie nasz sposób myślenia, a zarazem jestem przekonany, że dziś potrzeba myśleć nie tyle o akcjach wojskowych, co cywilno-wojskowych. Problemem jest jednak sama orgasnizacja współpracy „w terenie” między Sojuszem a Unią. W kwestii tych bilateralnych relacji znaczną rolę odgrywa ostatnio Turcja, która blokuje postępy prac nad rozwojem stosunków NATO-UE i uzależnia ich postęp od ustępstw UE w sprawie Cypru, który w 2004 roku został przyjęty do Wspólnoty.

Benoit D’Aboville wytknął również słabe punkty niedawno powstałego Raportu stworzonego przez "grupę mędrców NATO. - Po pierwsze, nie porusza on kwestii wewnętrznej reformy NATO, nie tylko jeśli chodzi o struktury dowodzenia, ale także na poziomie procedur finansowo-budżetowych. Jego zdaniem, skutkiem złego zarządzania jest bardzo wysoki i wciąż podnoszony deficyt budżetowy organizacji, który nie tylko ogranicza możliwość inwestycji NATO w nowych krajach członkowskich, ale może wymusić zamknięcie niektórych instalacji NATO w starych krajach Sojuszu.

W konkluzji ambasador D’Aboville nawiązywał do słów gen. Kozieja mówiąc, że należy zachować równowagę między misjami zewnętrznymi UE a obroną bezpieczeństwa krajów członkowskich Unii. Podkreślił, że zwiększenia budżetu wojskowego UE wymagają także relacje transatlantyckie, gdyż wtedy Europa będzie wartościowym partnerem dla USA. Żeby „nie wypaść poza historię”, potrzeba jednak przede wszystkim odwagi i wizji, o co ostatnio w Europie najtrudniej, a także wspólnego działania (ze szczególnym uwzględnieniem Wielkiej Brytanii, która nie powinna dystansować się od Europy kontynentalnej. - A jakie jest w tej układance miejsce dla Polski? Zawsze przypominam, że gdy wojska napoleońskie pod Saragossą wątpiły w zdobycie wąwozu, to Polacy się przez niego przebili - podsumował były ambasador Francji w RP.

Prof. Roman Kuźniar zatytułował swój wykład „Polacy wobec niespełnionej obietnicy europejskiej obrony.” Dlaczego niespełnionej? – Pierwszą rzeczą, którą Polacy zrobili w 1989 roku, było ogłoszenie „powrotu do Europy”. I co? Zimny prysznic, głównie z Paryża. Prezydent Mitterand na pytanie o wejście Polski do Unii, odpowiadał: Dekady i dekady. Cóż, prezydent Mitterand się mylił.

Polska od samego początku wierzyła w Unię jako system bezpieczeństwa, ponieważ Polacy mieli w pamięci ambicje i marzenia samych Europejczyków. Wg prof. Kuźniara Thérèse Delpech nie ma racji, twierdząc, że brak w historii projektów europejskiej obrony. Takie projekty formułowali, począwszy od XIII wieku, na przykład doradca Filipa Pięknego, następnie minister Maksymilian Bethun de Sully, a ostatnio Aristide Brand, żeby zacząć od Francuzów. Jeśli chodzi o Polaków, takie projekty mieli król Leszczyński czy książę Czartoryski. Rozczarowanie wobec UE jako systemu obronnego popchnęło polską politykę w kierunku „natoizacji” i amerykanizacji, co skutkowało „dywersją wobec Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony” pod koniec lat 90-tych. Polacy jednak nie opowiadali się za tą amerykanizacją, co pokazał sondaż OBOP-u z końca 2002 roku – „ponad połowa Polaków odpowiadała, że bezpieczeństwa oczekuje od Unii Europejskiej”.

W drugiej połowie pierwszej dekady XXI wieku z europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony zaczęło jednak „uchodzić powietrze”. - W sierpniu 2008 roku kubeł zimnej wody spadł na głowy marzycieli czy entuzjastów użycia siły militarnej i postrzegania siły militarnej jako czarodziejskiej różdżki w stosunkach międzynarodowych. Kto zatrzymał Rosję? Unijna soft power.  W tym momencie zaoponowała Thérèse Delpech zauważając, że Rosji nikt nie powstrzymał, a jej wojska kontrolują do dziś Abchazję oraz Osetię Południową, Konflikt gruziński jest więc raczej przesłanką wskazującą na słabość unijnej polityki „soft power”.

Zdaniem prof. Kuźniara zarówno kryzys gospodarczy, jak i zwrot Francji do NATO wpływają na anemię europejskiej polityki obronnej. Także wybór Catherine Ashton na stanowisko europejskiego ministra spraw zagranicznych wskazuje na to, że główne państwa UE nie chcą silnej wspólnej polityki obrony. Takiej polityki chce, jego zdaniem, przede wszystkim Polska. - Polska jest gotowa, ale czy znajdzie w UE poparcie? Szczerze wątpię. Niemniej, należy pamiętać, że UE - zapewnia swoim obywatelom najwyższy osiągalny standard bezpieczeństwa, a po drugie jako aktor regionalny wnosi największy wkład, nieporównywalny z żadnym innym aktorem, łącznie z Ameryką, w bezpieczeństwo międzynarodowe, przy użyciu bardzo wielu środków, od pomocy rozwojowej, przez dyplomację aż po operacje militarne i inne działania. I robi to wbrew malkontentom w Polsce i we Francji - zakończył prof. Kuźniar.
Film o debacie zrealizowany przez Ośrodek Kultury Francuskiej.


  Zdjęcia z debaty:

 

 
 




 

Cykl debat otwartych Nowa Dekada Nowa Europa realizowany jest przy wsparciu firmy Mazars.