Aby rozpocząć wyszukiwanie, wpisz poszukiwane wyrażenie.

Aby zapewnić trwałość zdobyczom Unii Europejskiej i sprostać globalnym wyzwaniom naszych czasów, potrzebujemy duchowej jedności Europy, potrzebujemy europejskiego poczucia tożsamości.

Home » Aktualności » Słowa nigdy nie są niewinne

Słowa nigdy nie są niewinne

Wolność słowa w Polsce zawdzięczamy Bronisławowi Geremkowi. Kiedy jednak myślę o jego postaci, nasuwa się nie tylko kwestia wolności słowa, ale i o odpowiedzialności słowa. Profesor uczył nas właśnie odpowiedzialności słowa. Uczył nas tego, że należy korzystać z języka tak, aby przekładało się to na pożytek dla odbiorcy: słuchającego, czytającego. – powiedział Konstanty Gebert, który poprowadził debatę „Wolność słowa a język nienawiści”.

Zapis wideo w bibliotece multimedialnej.

           6 marca 2012 r., w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się międzynarodowa debata „Wolność słowa a język nienawiści”, zorganizowana przez Centrum im. Profesora Bronisława Geremka, Fundację Friedricha Eberta oraz Stowarzyszenie Przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”.

           Język jest nie tylko narzędziem komunikowania się człowieka ze światem, ale również specyficzną forma bycia wobec świata – świadomym, ale też często nieuświadomionym horyzontem ludzkich doświadczeń, wyobrażeń, przekonań, lęków i tęsknot. Celem cyklu debat językowych jest refleksja nad procesem wielowymiarowego uwikłania języka w nurt współczesnego życia społecznego i politycznego.

           Do dyskusji na temat warunków i granic wolności słowa oraz języka nienawiści zostali zaproszeni:

Jacques Dewitte – filozof, pisarz, tłumacz m.in. prac Leszka Kołakowskiego. Autor licznych książek, który ostatnio opublikował  Le Pouvoir de la langue et la liberté de l’esprit (2007), L’exception européenne, ces mérites qui nous distinguent (2008), Kołakowski. Le clivage de l’humanité (2011).

Elke Gryglewski – politolożka i amerykanistka (Ameryka Łacińska), pracowniczka naukowo-pedagogiczna miejsca pamięci i edukacji historycznej „Dom Konferencji w Wannsee”. Zajmuje się problematyką pamięci w społeczeństwach wielokulturowych.

Paula Sawicka – psycholożka, była nauczycielka akademicka, tłumaczka. W latach 70. i 80. związana z opozycja demokratyczną, w latach 90. zaangażowana w odbudowę społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, od 2004 r. kieruje Zarządem Stowarzyszenia Przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”.

            Dyskusję moderował Konstanty Gebert – dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw zagranicznych (ECFR), reporter i komentator „Gazety Wyborczej”, założyciel żydowskiego miesięcznika „Midrasz”.

 

            Pierwszy z dyskutantów omówił zasadniczy problem debaty z perspektywy filozoficzno-politycznej. Jaques Dewitte podkreślił, że język to fenomen twórczy, którego niuanse niejednokrotnie umykają, tymczasem skutki działania mocy słów pozostają aż nadto widoczne i wymowne. Słowa mogą szkodzić, zaś język, którym się posługujemy nie jest niewinny – język siłą rzeczy rani nas i dotyka. Podstawowe pytanie, z którym musimy się zmierzyć brzmi: „Dlaczego człowiek jest istotą językową”? Czy tylko z punktu widzenia warunków komunikacji? Tak zarysowane zagadnienie odsyła do kwestii relacji pomiędzy językiem a złem. Człowiek potrzebuje przekuwać to, co myśli i czyni w słowa, potrzebuje szeregować, określać i nazywać, jednakże z owej konfrontacji z językiem nigdy nie wychodzi bez szwanku. Słowa wywołują określony skutek, w tym sensie, że nie pozostawiają nas niewinnymi. Na tym właśnie polega tajemnica języka. Z kolei wolność wypowiedzi łączy się wyraźnie z zagadnieniem tożsamości. Autor książki Władza języka i wolność ducha podkreślił konieczność zakwestionowania narodowej autonegacji. Kiedy bowiem naród przestaje o sobie myśleć pozytywnie, pojawia się  niebezpieczeństwo totalnej skruchy, które może prowadzić do zachowań skrajnych: pomiędzy szowinizmem a nienawiścią do samego siebie, połączonej z tzw. otwarciem na innego. Chcąc uniknąć tej alternatywy, należałoby znaleźć rozsądne uzasadnienie dla dumy z własnej historii. Dzięki takiej strategii psychicznej nie da się jednostkom czy narodom powodów do nastawień ekstremistycznych.

Elke Gryglewski, wychodząc od konkretnych przykładów społecznych, wskazała, że z niemieckiego punktu widzenia temat zarysowany w tytule debaty nosi bardziej charakter praktyczny niż teoretyczny. Prześladowanie rozpoczyna się niemal zawsze atakiem językowo-medialnym, atakiem werbalnym. Ofiarom wszelkich prześladowań, gwałtów, aktów przemocy odbiera się również godność, poprzez agresję językową, kwestionując w ten sposób ich tożsamość. Niejednokrotnie właśnie poprzez słowa odmawia się ofiarom uznania cierpień, traktowania ich z należną powagą. Za – wydawałoby się niewinną – krytyką społeczną, skrywają się często demony nienawiści, pogardy i poniżenia. Niestety, zmianie ulec może jedynie obiekt lub przedmiot agresji, natomiast sam mechanizm pozostaje w gruncie rzeczy nienaruszalny.

Paula Sawicka zauważyła, że pewne kalki językowe w istocie stosuje się wobec różnych grup etnicznych i społecznych, co prowadzi do sytuacji kuriozalnych, kiedy to – tak jak w Polsce – możliwy jest „antysemityzm bez Żydów”. Problem w tym, że sposób, w jaki korzystamy z odzyskanej wolności słowa bywa szokujący. Co więcej, agresja werbalna, słowa pogardy i mowa nienawiści czynią krzywdę całemu społeczeństwu. Należy budować świadomość obywatelską na przekonaniu, że wolność indywidualna kończy się wówczas, kiedy zaczyna się krzywda innego człowieka – życie w społeczeństwie narzuca więc pewne ograniczenia. Obecnie w Polsce brakuje odpowiedzialności za słowo i jako społeczeństwo musimy wreszcie pojąc, że pewne sytuacje – a do nich m.in. należy dyskurs agresji – są absolutnie niedopuszczalne. Niepowodzenia dotychczasowych prób karania za podżeganie do nienawiści łączą się właśnie z brakiem świadomości (nawet wśród sędziów), że słowa ranią i mogą głęboko krzywdzić.

Paneliści zastanawiali się także nad kwestiami uregulowań prawnych w odniesieniu do aktów nienawiści werbalnej. Przyzwolenie na mowę nienawiści wiąże się z brakiem społecznej bariery ostracyzmu, której istnienie zniosłoby konieczność sankcji sądowych. Jest to jednak sprawa o wymiarze politycznym: jak pogodzić budowę oraz wzmacnianie społeczeństwa obywatelskiego i liberalnego z restrykcyjnymi zakazami, które miałyby dotyczyć wolności wypowiedzi? Powinniśmy rozwinąć praktykę życia w społeczeństwie demokratycznym, w którym wzajemnemu „ucieraniu się” racji w takim samym stopniu szkodzą poglądy skrajnie agresywne, jak i niepokojąca obojętność.

Konstanty Gebert zaznaczył jednak, że istotna jest tu nie tylko kwestia historycznej trwałości i tradycji demokracji, ale poczucia odpowiedzialności demokratów za demokrację. Ostatecznie bowiem, nawet jeśli pewnych wypowiedzi należałoby zakazać, któż miałby prawo do zadekretowania takiego zakazu? Pytanie pozostaje otwarte.

Jacek Głażewski